California Love

November 7, 2016

Chcesz dowiedzieć się więcej o ofercie opisanej na blogu?

Sprawdź jej opis tutaj.

 

W 2016 zdecydowałem się, wraz z dziewczyną - Magdą, ponownie wyjechać na program Summer Work and Travel do Stanów Zjednoczonych. Jeszcze w Październiku przeglądaliśmy oferty różnych biur i interesujące nas lokalizacje. Ostatecznie zdecydowaliśmy się ponownie skorzystać z usług IECenter, z którymi ja wyjeżdżałem 2 lata wcześniej do Outer Banks i byłem zadowolony. W tym roku na horyzoncie pojawiła się kompletnie nowa oferta wyjazdu do słonecznej Kalifornii w okolice San Diego – decyzja padła bardzo szybko!

 

Muszę szczerze przyznać, że proces rekrutacji był długi, mozolny i wymagał sporo dodatkowych dokumentów – w porównaniu do tego co pamiętałem sprzed 2 lat. Poza standardowymi aplikacjami i formularzami osobistymi, musieliśmy dosyłać liczne referencje, zaświadczenia o niekaralności czy inne dokumenty. Było tego naprawdę sporo, jednak rozumiem, że praca dla Caesars Entertainment (tak tych od Caesars Palace w Las Vegas!) wymaga trochę więcej wysiłku. Miałem za to ogromną nadzieję, że rekrutacyjne trudy zostaną nam wynagrodzone na miejscu – w Harrah’s Resort SoCal. Pod koniec maja wyznaczono nam termin spotkania wizowego, które przebiegło bardzo gładko i wizy zostały nam przyznane. Pojechaliśmy więc do kuriera odebrać nasze paszporty ze świeżo wklejonymi przepustkami do USA. Wyobraźcie sobie nasze zdziwienie kiedy okazało się, że paszportu mojej dziewczyny nie ma – mimo, że w systemie widnieje informacja, że został doręczony. Co lepsze – po otrzymaniu informacji, że paszporty są już do odebrania zdecydowaliśmy się kupić bilety lotnicze z wylotem na za tydzień (w tym okresie weekend i boże ciało). Okazało się, że ktoś z ambasady amerykańskiej się pomylił i jej paszport wylądował w Katowicach. Tak naprawdę mieliśmy 2 dni robocze na jego odbiór, jakby nie patrzeć z drugiego końca Polski. Moja dziewczyna bardzo się tym wszystkim przejęła, bo bała się, że nie zdążymy. I w tym miejscu spadł nam z nieba Bartek Ilnicki z IECenter, który osobiście wsiadł w pociąg i specjalnie dla nas pojechał ten paszport odebrać (WIELKIE DZIĘKI BARTEK). Paszport już odebraliśmy w poniedziałek od Bartka, a we wtorek rano polecieliśmy do Los Angeles.

 

Pracując w Harrah’s Resort SoCal, które znajduję się trochę na uboczu w miejscu zwanym Valley Center, zostaliśmy ulokowani w Escondido – 150 tyś. mieście oddalonym od miejsca pracy o jakieś 20-30 minut jazdy samochodem. Na początku, póki nie znaleźliśmy stałego mieszkania, wynajmowaliśmy pokój znaleziony na craiglist.org  :) Dopiero po licznych poszukiwaniach i po ok. 2 tygodniach wprowadziliśmy się do apartamentu w centrum miasta. Wynajęcie mieszkania było sporym ciosem dla naszych portfeli. Za apartament, który wynajmowaliśmy łącznie w 4 osoby musieliśmy zapłacić z góry za cały miesiąc oraz wpłacić drugie tyle na depozyt. Dodatkowo mieszkanie było nieumeblowanie, więc kilka podstawowych rzeczy jak materace czy patelnie trzeba było kupić. Po przyjeździe pracę zaczęliśmy po tygodniu, ze względu na chociażby testy narkotykowe, które przechodziło się już na miejscu. Wypłaty w Harrah’s następują co 2 tygodnie, a na nasze nieszczęście nie trafiliśmy z kalendarzem i pierwszą wypłatę otrzymaliśmy dopiero po 3 tygodniach pobytu w Stanach i wysokich kosztach poniesionych dotychczas. Ratowały nas napiwki, które otrzymywaliśmy po kilku dniach treningu. W tym wypadku zalecane przez Sponsora 800$ na start to jednak trochę mało. Początki nie należały więc do najłatwiejszych, ale Kalifornia wynagradzała wszystko piękną pogodą i ślicznymi widokami. Po tym okresie jednak wszystko się ustabilizowało, my przyzwyczailiśmy się do nowego miejsca, nowych ludzi i nowej pracy.

 

Kilkaset dolarów można zaoszczędzić rezerwując sobie apartament jeszcze z Polski. Apartamentów jest pełno, natomiast są ciężko dostępne, ze względu na wysokie obłożenie w okresie letnim. Dlatego dzwoniąc jeszcze z Polski dostaliśmy wiele odmów i zdecydowaliśmy, że już na miejscu będziemy czegoś szukać. Wymagało to wizyt w wielu miejscach i niezliczonej liczby wykonanych telefonów ale ostatecznie się udało. Jeżeli ktoś odpowiednio wcześnie zacznie sobie temat ogarniać (np. miesiąc wcześniej) to powinien uniknąć naszych problemów. Osobiście polecam stronę apartments.com i Eagles Point, które mimo bardzo średniego standardu ma świetną lokalizację – 2 minuty do Walmartu, 3 minuty na siłownię, 5 minut do banku czy 7 minut na przystanek autobusowy.

 

W Harrah’s pracowaliśmy jako barback i kelnerka na tamtejszym basenie, który bardzo udanie naśladuje te znane z Las Vegas – kolorowe drinki, palmy, dziewczyny w bikini i prażące słońce. Praca mimo, że wymagająca fizycznie to bardzo wakacyjna, dająca sporo możliwości obcowania z Amerykanami i przede wszystkim tipowana. Ludzie, z którymi pracowaliśmy byli bardzo przyjaźni i pomocni, a szefowie wyrozumiali i w porządku w stosunku do nas. Jedynym utrudnieniem w pracy był dojazd. Jak już wspominałem Escondido było oddalone od Harrah’s o jakieś 20-30 minut jazdy autem. Auta jednak nie posiadaliśmy – musieliśmy więc korzystać z tamtejszej komunikacji publicznej. Stany pod tym względem są daleko za Europą, bo tam każdy ma auto. Autobus dojeżdża pod samo Harrah’s w ok. 45 minut, jeździ natomiast rzadko – co 2 godziny. Przełożeni jednak starali się tak zoptymalizować grafik, żeby studentom pasował autobus. Również pracujący z nami Amerykanie często oferowali podwózkę. Na miejscu jest świetna stołówka pracownicza, oferująca zróżnicowane menu w  bardzo przystępnych cenach. Dzięki temu nie musieliśmy gotować w domu i zaoszczędziliśmy trochę pieniędzy bo za obiad płaciło się ok. 3 dolarów.

 

Z Magdą mieliśmy na tyle szczęście, że nie musieliśmy szukać drugiej pracy, żeby móc odłożyć sobie pieniądze na nasze późniejsze podróże i korzystać z życia oferowanego przez West Coast. Każdego tygodnia mieliśmy 2 dni wolnego. O drugą pracę było bardzo łatwo i tak nasi znajomi mieli 2 lub nawet 3 prace i to wszystkie na terenie Harrah’s - lecz w różnych departamentach. To co jest chyba największą zaletą tej oferty to jej lokalizacja. Escondido oddalone jest o 30 minut od San Diego, 1 godzinę od Tijuany w Meksyku, 2 godziny od Los Angeles, 4 od Las Vegas czy 7 godzin od San Francisco. Wszystkie te miasta zwiedziliśmy jeszcze przed skończeniem pracy. Także w każdy weekend zabieraliśmy się ze znajomymi lub wynajmowaliśmy auto i odwiedzaliśmy, któreś z w/w miast. Opcją budżetową był jeżdżący co 30 minut pociąg, który zawoził nas nad ocean do malowniczego Oceanside. Podróż trwała jakieś 50 minut a bilet był wliczony w cenę sieciówki. Możliwości w okolicy są więc niezliczone, dni wolne spędzaliśmy bardzo aktywnie chcąc zwiedzić i zobaczyć jak najwięcej. Seaworld w San Diego, Universal Studios w Los Angeles czy koncert The Chainsmokers w Las Vegas – wszystko to przeżyliśmy. W porównaniu do doświadczeń z Outer Banks tutaj nawet przez okres „worka” czułem się jak na wakacjach a Kalifornia szybko stała się moim ulubionym stanem w USA.

 

Zaczynając okres „travel” mieliśmy dość mieszane uczucia, z jednej strony pełna ekscytacja przed czekającymi na nas podróżami, z drugiej smutek, że trzeba opuszczać San Diego County a program zbliża się powoli do końca. Będąc już na zachodnim wybrzeżu skorzystaliśmy z „bliskości” Hawajów i tam wybraliśmy się najpierw. Moim zdaniem to pozycja obowiązkowa dla każdego kto będzie pracował w Kalifornii – istny raj na Ziemi. Po prawie 10 dniach spędzonych na pięknej wyspie ruszyliśmy na wschodnie wybrzeże. Zwiedziliśmy jeszcze Miami oraz Nowy Jork i po 3 tygodniach podróżowania wróciliśmy do Polski.

 

Tutaj nic już nie jest takie samo, a wspomnieniami wracamy do Kalifornii codziennie i już planujemy nasz powrót do USA. Dla mnie osobiście były to najlepsze wakacje w moim życiu i tzw. life-changing experience.

 

 

 

Please reload

Wyróżnione posty

Poznaj 7 powodów, dla których warto wyjechać do Azji na Work and Travel

February 20, 2020

1/10
Please reload

Ostatnie posty