Hawaje - raj na ziemi.

January 10, 2017

 

Podczas moich poprzednich Work & Travel wiele podróżowałam po USA, odwiedzając 25 stanów, jednak zawsze marzyłam o tym, żeby odwiedzić Hawaje. W tym roku udało mi się wreszcie spełnić to marzenie i skreślić kolejne miejsce z mojej „bucket list”. 

 

Lato spędziłam na Florydzie w Hawks Cay Resort. W czasie pobytu na wyspie Duck Key dużo pracowałam, głównie w restauracyjnych kuchniach jako prep cook i chef, dlatego też wiedziałam, że chcę gdzieś pojechać i odpocząć. Decyzję, że na „urlop” polecę na Hawaje podjęłam mniej więcej w połowie sierpnia. Do Honolulu leciałam z Miami przez Las Vegas, gdzie miałam kilkugodzinny layover (kusiło mnie, żeby przynajmniej na chwilę znowu odwiedzić The Strip, ale ostatecznie porzuciłam ten pomysł). 

Już sam widok wysp z samolotu mnie oczarował. Kiedy wylądowałam w Honolulu na wyspie O’ahu, nadal nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Pogoda była (oczywiście) słoneczna, a powietrze (zrozumiale) czyste i przejrzyste. Do Seaside Hawaiian Hostel dotarłam dosyć szybko, a gdy okazało się, że z hostelu mam tylko kilkanaście minut piechotą do najpopularniejszej wśród turystów plaży Hawajów – Waikiki, byłam wniebowzięta. Oczywiście od razu przebrałam się w bikini i poszłam nad ocean, gdzie spędziłam resztę dnia. Kiedy słońce zaczęło zachodzić, spakowałam ręcznik i krem do opalania, żeby pójść pospacerować po sąsiadującym z Waikiki bulwarze. 

 

Honolulu oczarowało mnie od razu, chociaż zrozumiale okazało się przede wszystkim rajem dla bogatych, żądnych opalenizny i homarów na kolację Amerykanów. Hotele stały wyjątkowo gęsto obok siebie, wysokie, nowoczesne, otoczone zielenią palm i wszechobecnych krzewów hibiskusów oraz plumerii. Bary, restauracje, centra handlowe i sklepy z pamiątkami uzupełniały turystyczny krajobraz. Powietrze pachniało solą, smażonymi owocami morza, aromantyczną kawą i rozgrzanym w słońcu drewnem desek surfingowych. Przy Kalakaua Avenue stały butiki najdroższych projektantów, a sklepy Luisa Vittona, Prady, Chanel czy Kate Spade mocno kontrastowały z małymi budkami, gdzie można było kupić lody, popularny zimny deser shave ice w wielu egzotycznych smakach czy girlandy lei. Już samo spacerowanie i window shopping przyciągało wielu turystów, a ci, których nie odstraszały ceny, wchodzili do sklepów i wychodzili obładowani zakupami. Między nimi przemykali surferzy z deskami pod pachą czy miłośnicy nurkowania z płetwami i maskami wystającymi z plecaków. Tłumy na Waikiki Beach przerzedzały się dopiero koło godziny dwudziestej pierwszej, kiedy to na ulice wychodzili ci spragnieni nocnego życia w poszukiwaniu klubów, barów i dyskotek. 

 

 

Chociaż na Waikiki chodziłam (obowiązkowo) co dzień, chciałam zapewnić sobie inne rozrywki. Z przewodnikiem w dłoni starałam się odwiedzić wszystkie najciekawsze i najczęściej polecane miejsca na O’ahu. Szczęśliwie okazało się, że mój kolega także odwiedził właśnie Hawaje i jego wynajętym autem zjechaliśmy sporą część wyspy. Odwiedziliśmy oblegane przez turystów z całego świata Pearl Harbor, które znałam do tej pory ze zdjęć w książce do historii i z filmu Michaela Baya. Okazało się pełne muzeów i militariów, a na każdym kroku można było poznać historię słynnego ataku. W Bishop Musem zgromadzono fascynujące artefakty, a wszystkie zbiory miały za zadanie pokazać, jak kiedyś żyło się, łowiło ryby, a nawet świętowano na Hawajach. Bardzo spodobały mi się modele łodzi (niektóre w stali 1:1), broni (rzeźbione haki i harpuny były niesamowite), ubrania oraz biżuteria. 

 

Z gwarnego miasta uciekałam chętnie na łono przyrody, odwiedzając liczne plaże na wyspie, a każda z nich była inna, ale równie piękna. Wspięłam się na szczyt Diamond Head, żeby podziwiać panoramę Honolulu i zjawiskowe widoki okalających je wzgórz. Odwiedziłam plantację ananasów, gdzie jadłam najlepsze lody ananasowe na świecie, w hodowli krewetek spróbowałam świeżo złowionych krewetek w czosnku i ziołach, a kiedy tylko miałam okazję, piłam hawajską kawę i lokalne piwa. Miałam przyjemność ponurkować z wielkimi żółwiami honu, a także z ławicami kolorowych rybek w słynnej Hanauma Bay. Po każdej eskapadzie wracałam jednak na Waikiki Beach, gdzie nie sposób się było nudzić: deski surfingowe i sprzęt do nurkowania można wypożyczyć praktycznie wszędzie, organizowane są tam pokazy tańca hula i koncerty ukulele, rozsiadając się wygodnie w leżakach można pooglądać za darmo filmy w ramach „Sunset on the Beach”, a po skończonym seansie warto zostać na pokaz sztucznych ogni czy na drinka w kolorowych, tętniących życiem barach przy wspomnianej już Kalakaua Avenue. 

 

Chociaż w Honolulu spędziłam tylko tydzień, to zdecydowanie wystarczyło, żebym zakochała się w O’ahu. Urzekła mnie przyroda, o którą dba się tutaj na każdym kroku. Woda w oceanie jest czysta nawet w sercu wielkiej metropolii, jaką Honolulu bez wątpienia jest, a jakiekolwiek śmieci są szybko sprzątane z plaż i parków. Miejsce to ma swój specyficzny klimat. Wiem, że na pewno jeszcze wrócę na Hawaje i wszystkim Workowiczom polecam odwiedzić akurat ten stan!

 

 

Please reload

Wyróżnione posty

Poznaj 7 powodów, dla których warto wyjechać do Azji na Work and Travel

February 20, 2020

1/10
Please reload

Ostatnie posty

January 31, 2020

Please reload

Archiwum