Jedźcie, a nie pożałujecie!

February 3, 2017

Jeszcze 2 lata temu wyjazd do Stanów Zjednoczonych był dla mnie tylko bardzo odległym marzeniem. Cały czas słyszałem, że otrzymanie wizy to loteria, że trzeba mieć dużo szczęścia, aby ją dostać. Pewnego dnia pojawiła się iskierka nadziei. Jeden z moich znajomych powiedział mi o programie Work & Travel. I tak moje marzenie zaczęło zmieniać się w rzeczywistość. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Dostarczenie wszystkich dokumentów, później wizyta w ambasadzie i rozmowa o wizę. Nim obejrzałem się, a już siedziałem w samolocie i leciałem do Ameryki.

Po 10 godzinach doleciałem do Nowego Yorku. Podróż na Manhattan i później autobusem do miasteczka, w którym miałem pracować. Kilka dnia na zaaklimatyzowanie się, bo zmiana czasu daje się odczuć i przygoda rozpoczęła się.

 

Pracowałem na kuchni w restauracji Sunset Grill w Duck. Poznałem specyfikę działania kuchni. Jest ona zupełnie inna niż w Polsce. Było to fajne doświadczenie, uczyć się nowych potraw i pokonywać swój własny rekord czasowy w jego przyrządzaniu. Przydało się to na dni kiedy restauracja była oblegana, a zamówienia sypały się w zastraszającym tempie. Nie raz wysoka temperatura i tzw. „busy day” dawały się we znaki i miałem serdecznie dosyć, ale wtedy pojawiali się koledzy z pracy na których zawsze mogłem liczyć. To oni wspierali mnie i motywowali do dalszej pracy. Mimo, że minął już rok jak się nie widzimy, to cały czas mamy kontakt online.

 

Po miesiącu, kiedy poukładałem sobie wszystko, rozpocząłem poszukiwania drugiej pracy. Dostałem pracę w Duck Donuts. Na oczach klientów robiliśmy donaty ( te słynne amerykańskie policyjne pączki). Była to przyjemna i spokojna praca w porównaniu do tej na kuchni. Odpoczywałem tam, a szefowa dbała, żebyśmy byli najedzeni i szczęśliwi. Hitem, który każdemu polecam, to pączek z boczkiem. Pomimo nietypowego połączenia jest naprawdę pyszny.

 

Ale dość już o pracy. Czas napisać trochę o podróży. Zwiedziłem Philadelphie i słynne schody Rockiego Balboa’y. Później Waszyngton, którego zwiedzanie rozpocząłem od zoo. Główną atrakcją, dla której tam pojechałem były pandy, zawsze chciałem zobaczyć je na żywo. Kolejnymi etapami były: pomnik Waszyngtona oraz Lincolna no i oczywiście Bały Dom. Tutaj muszę obalić mit, który zawsze sprzedają nam w filmach akcji. Odległość między tymi punktami jest spora, więc główny bohater kina nie mógłby biegać między jednym, a drugim budynkiem bez zmęczenia, co nie zmienia faktu, że budowle te robią ogromne wrażenie. Głównie wieczorem, kiedy są pięknie podświetlone. Po Waszyngtonie nadszedł czas na Nowy York. Kiedy wysiadłem z metra, poczułem się jak w amerykańskim filmie. Wielkie budynki i tłumy ludzi poruszający się dosłownie wszędzie, próbując za wszelką cenę złapać żółte taksówki.

 

 

Nie obyło się również bez podróży do outlet’ów. Są tam sklepy z odzieżą, obuwiem oraz kosmetykami. Widząc tak niewielkie ceny za markowe ciuchy, aż ciężko nie wydać tam większości wypłaty. Bluzka dla mamy, spodnie dla taty, a tu jeszcze perfumy dla siostry. Całe szczęście, że są ograniczenia wagowe.

 

Dla osób, które kochają podróże i wahają się czy pojechać, z czystym sumieniem powiem, jest naprawdę warto. Jedźcie, a nie pożałujecie. To jest coś, co na starość będziecie wspominać swoim wnukom.

 Chcesz dowiedzieć się więcej o ofercie opisanej na blogu?

Sprawdź jej opis tutaj.

 

Please reload

Wyróżnione posty

Poznaj 7 powodów, dla których warto wyjechać do Azji na Work and Travel

February 20, 2020

1/10
Please reload

Ostatnie posty

January 31, 2020

Please reload

Archiwum