Pozdro Reno

April 5, 2017

Reno jest bardzo ładnym miasteczkiem łączącym miejskie i wiejskie elementy krajobrazu. Miejscowość ta jest zadbana oraz czysta. Z każdej strony otacza nas muzyka wydobywającą się, czy to ze sklepu, czy z kasyna. Miasto w nocy jest tak oświetlone, że wygląda jak choinka bożonarodzeniowa. Znajduje się tutaj spora liczba hoteli, kasyn, restauracji, pubów, klubów itd. Poza obszarem centrum można odnaleźć kilka ciekawych parków, duży skatepark, miejsca na grilla, jak również boiska do gry w baseball. Oddalając się jeszcze bardziej natrafimy na słynne amerykańskie domy z okrągłymi zatoczkami, przy których stoją zaparkowane ogromne pick’upy i SUV’y.

 

Reno znajduje się na pustyni i jest otoczone górami Sierra Nevada. Panujący tutaj pustynny klimat jest bardzo przyjemny. W dzień temperatura może dojść do 40 stopni, choć wbrew pozorom nie jest to tak męczące jak nasze polskie 30°C. Poranki natomiast mogą być chłodne. Ciekawe jest to, że w Reno prawie nigdy nie występuje zachmurzenie, a w okresie wakacyjnym praktycznie w ogóle nie pada deszcz. Właśnie z powodu wysokiego nasłonecznienia, kilkanaście mil od Reno, Elon Musk (założyciel, m. in. Tesli) buduje największą na świecie fabrykę, która będzie zasilana energią pozyskaną z paneli słonecznych.

 

Podczas mojego pobytu na programie Work&Travel pracowałem, m. in. jako room attendant,
houseman, food runner, barback i cashier. Nie myślcie, że pracowałem na kilku pozycjach na raz
w jakimś obozie pracy. Po prostu miałem dwukrotnie możliwość zmiany stanowiska, ale o tym za
chwilę. Moim pierwszym pracodawcą (tym, z którym miałem podpisany kontrakt) był Nugget Casino Resort w Sparks, NV. Zacząłem tam pracę, jako room attendant, ale po kilku dniach doszedłem do wniosku, że jednak w takiej pracy zbyt długo nie wytrzymam. Było to dla mnie zbyt monotonne zajęcie. Poszedłem, więc do HR oraz do mojego managera z zapytaniem, czy mogą zmienić mi pozycję na housemana. Akurat szukali jeszcze dwóch, więc nie było problemu. Jako houseman przepracowałem około 45 dni. Praca była ogólnie na plus. Największą zaletą było to, że średnio miałem ok. 2h wolnego dziennie, dlatego też miałem czas na pogawędki z innymi pracownikami hotelu. Pewnego dnia mój kumpel Paweł powiedział mi, że u niego w pracy, tj. w Grand Sierra Resort poszukują kogoś na stanowisko food runner’a, czyli gościa od roznoszenia jedzenia. Dzięki pomocy Pawła udało mi się zmienić pracodawcę. Z administracyjnego punktu widzenia nie było z tym problemu, gdyż w GSR pracowało sporo J1’s (pracodawca miał podpisaną umowę z organizacją ICEO). W Grand Sierra Resort zacząłem pracę w miejscu, które nazywało się The Beach – był to otwarty basen z barem. Ludzie przychodzili do nas wypić drinka, coś zjeść, poopalać się i popływać w basenie. Bardzo klimatyczne miejsce. To właśnie tutaj pracowałem czasami, jako barback. Zdarzało się to sporadycznie, wyłącznie pod nieobecność wszystkich barbacków lub kiedy bar był oblegany i było trzeba szybko dostarczyć alkohol.
Pod koniec trwania kontraktu w GSR zorganizowano u nas na basenie zamkniętą imprezę dla ludzi, którzy wracali z festiwalu Burning Man – koniecznie o nim przeczytajcie! Impreza trwała 3 dni, a ludzi było pięciokrotnie więcej niż zazwyczaj. Były to najlepsze 3 dni pracy w USA. Moim zadaniem było nalewanie ludziom piwka oraz wystawianie im rachunków. Choć byłem wtedy w pracy to sam czułem się jakbym uczestniczył bezpośrednio w Burning Man Afterparty. Przez te 3 dni pracowałem głównie z dwoma Amerykanami - Bryanem oraz Dustinem. Chłopaki byli bardzo wychillowani i w dodatku walili browary w pracy. Atmosfera iście imprezowa. Podsumowując cały okres pracy w GSR była to raczej zabawa i miło spędzony czas, aniżeli praca, jako sama w sobie.

 

Do pracy było trzeba czymś dojechać. Transport miejski w Reno jest stosunkowo tani szczególnie,
jeśli uprawiacie cebulę i kupujecie bilety dla niepełnosprawnych. Ja kupowałem, ale nie, nie jestem
niepełnosprawny - przynajmniej fizycznie. Linii autobusowych było kilka i dało się dostać praktycznie w każde miejsce. Większość autobusów (takie nasze MPK) kursowało co 15 minut, choć od czasu do czasu zdarzało się, że autobus się nie pojawił. Jak na warunki amerykańskie transport publiczny w Reno jest na dość wysokim poziomie w porównaniu z innymi miasteczkami/miastami (tymi, które nie posiadają metra oczywiście). Jednak porównując go ze standardami europejskimi wypada kiepsko. Kontynuując temat komunikacji miejskiej, urzekło mnie to, że gdy wysiadało się z autobusu, wypadało podziękować kierowcy. Czasami ludzie, którzy byli na końcu autobusu wręcz krzyczeli do kierowcy, natomiast znaczna większość podróżujących przeważnie podnosiła dłoń w geście podziękowania. Jak już wcześniej wspomniałem transport publiczny w USA jest słabo rozwinięty. A to dlatego, że Amerykanie jeżdżą wszędzie swoimi samochodami. Jest to o wiele wygodniejsze oraz tańsze, ponieważ na pełny bak paliwa osoba z minimalną stawką godzinową pracuje 5h (sic!).

 

Zjeść i wypić też każdy lubi, więc. W USA większość ludzi nie gotuje obiadów, tak jak robimy to
w Polsce, ale kupuje w Walmarcie gotowe dania do odgrzania. Posiadając w kuchni jedynie
mikrofalówkę jesteście w stanie przyrządzić praktycznie każdą potrawę. Jeśli po obiedzie nadal
będziecie głodni możecie zrobić sobie kanapkę z mięsem z tubki. W przypadku, gdy nie należycie do osób przepadających za pichceniem sobie posiłków, naprawdę dużym plusem jest praca w hotelach lub kasynach, ponieważ pracodawca zapewnia Wam dość dobre jedzenie praktycznie za darmo.

 

A teraz najważniejsze. Alkohol. Jest on niebezpiecznie tani – szczególnie, jeśli mamy na myśli ten
wysokoprocentowy. W Walmarcie znajdziecie różnorodne gatunki trunków, które sprzedawane są
w butelkach o objętości ok. 1,7l. Wraz z moją ekipą z Polski upatrzyliśmy sobie Evan Williamsa. Przy zakupie zawsze kierowaliśmy się dwoma decydującymi kryteriami: ma być tanio i ma klepać. Burbon ten, choć tani i tak jest bardzo dobry. W Polsce 0,7l Evansa to 90 PLN, w U.S. 1,7l to $16. Także jest tanio. Pamiętajcie żeby się nie zatracić, bo jedziecie do USA po to, aby pracować i poznawać ichniejszą kulturę, a nie się staczać.

 

Ameryka to kraj absurdu i zróżnicowania. Gość z wężem na szyi chodzący po ulicy, naćpany
dziadek, który tańczy - jeśli można to tak nazwać - trzymając się słupa wysokiego napięcia, czy
bezdomny z gołym dupskiem na wierzchu po pewnym czasie nie zrobią na was większego wrażenia.

 

Jak dla mnie wyjazd na program Work&Travel okazał się największą przygodą życia. W Stanach
Zjednoczonych poznałem wspaniałych ludzi z Polski, USA, Meksyku, Tajlandii, Jamajki, Rumunii, Litwy, Filipin, Chin i innych zakątków świata. Zwiedziłem miejsca, o których nie miałem pojęcia, że istnieją. Przejechałem tysiące kilometrów po różnych stanach. Przy tym wszystkim bawiłem się świetnie wraz z moją szaloną ekipą z Polski. Ja pokochałem ten kraj od samego początku i jestem przekonany, że z Wami będzie podobnie.

 

Chcesz dowiedzieć się więcej o ofercie opisanej na blogu?

Sprawdź jej opis tutaj.

 

 

 

 

Please reload

Wyróżnione posty

Poznaj 7 powodów, dla których warto wyjechać do Azji na Work and Travel

February 20, 2020

1/10
Please reload

Ostatnie posty

January 31, 2020

Please reload

Archiwum