Wakacje w innej rzeczywistości

April 12, 2017

Wakacje w 2016 roku przeznaczyłem na pobyt w Stanach Zjednoczonych w ramach programu Summer Work and Travel. Przez 14 tygodni mieszkałem i pracowałem w Kill Devil Hills w rejonie Outer Banks w Karolinie Północnej, a następnie przez dwa tygodnie podróżowałem po Stanach i poza nimi. Ten wpis bloga piszę z perspektywy kogoś, kto po raz pierwszy styka się z amerykańską rzeczywistością.

Nigdy wcześniej nie pracowałem za granicą, nie odbywałem tak dalekich podróży i nie przebywałem tak długo poza Polską. Pomysł z wyjazdem na Work and Travel był swojego rodzaju ewolucją. Zaczęło się od propozycji krótkiego, turystycznego wyjazdu do USA. Pomysł upadł. Potem moi znajomi spędzili 4 miesiące na W&T w Teksasie. Po ich powrocie i zapoznaniu się z historiami i zdjęciami byłem już pewny: no, to mam plany na kolejne wakacje.

 

Gdy pierwszy raz bierze się udział w przygotowaniach do wyjazdu do Stanów wszystko jest wielką niewiadomą. Nawet jeśli rozmawiało się z wieloma osobami które brały udział w Programie, były nim zachwycone i zachęcają do wyjazdu, to do samego końca ma się poczucie niepewności, rosnące wraz z upływaniem czasu dzielącego od momentu wejścia na pokład samolotu.

Wtedy właśnie dotarło do mnie że coś co było planowane od bardzo dawna właśnie się zaczyna. Były emocje, ale nie było strachu. Lot do Nowego Jorku odbyłem samolotem PLL Lot, gdzie cała załoga i duża część pasażerów byli Polakami. Lotnisko JFK wygląda jak każde inne lotnisko, więc chociaż wiedziałem, że jestem już w USA, to raczej nie zauważałem tam niczego zaskakującego. Z lotniska na dworzec autobusowy na Manhattanie dostałem się taksówką - jadąc samochodem obserwuje się otaczający świat, ale jest się od niego oddzielonym. Dopiero w momencie wyjścia z auta, gdy znalazłem się prawie na środku Manhattanu naprawdę dotarło do mnie że ‘Jestem w USA’.

 

Od momentu wylotu z Warszawy do tej chwili minęło dobre kilkanaście godzin, więc przejście między dwoma „światami” odbyło się bardzo płynnie. Gdy w końcu znalazłem się na ulicy miałem wrażenie że doświadczam czegoś w rodzaju małego szoku kulturowego. Dopiero później, gdy lepiej poznałem Stany i zobaczyłem inne miejsca, zrozumiałem że to nie był szok kulturowy, tylko… po prostu pewne dzielnice tego miasta średnio mi się podobają i w tym Kraju jest masa znacznie przyjaźniejszych miejsc.

W czasie kilkugodzinnego pobytu w NY, miałem możliwość przejścia się po okolicach Port Authority Bus Terminal i odwiedzenia Times Square – chyba najbardziej rozpoznawalnego miejsca w tej części USA. Byłem tam około godziny 10 w nocy, a na ulicy było jaśniej niż w dzień. Niesamowite tłumy ludzi i masa stojących lub toczących się korku samochodów. Dużo turystów, ale i sporo ulicznych performerów, bądź małych grupek aktywistów skandujących hasła ginące w ulicznym hałasie. Niesamowicie specyficzne i kolorowe miejsce, które absolutnie trzeba odwiedzić jeśli jest się w Nowym Jorku.

Po wizycie na Times Square i pewnym czasie oczekiwania na dworcu, przyszedł czas na pokonanie autobusem 8 godzinnej drogi do Norfolk (VA). To była świetna okazja do odespania lotu i poobserwowania amerykańskich krajobrazów.

 

Z Norfolk cała grupa została odebrana samochodem przez pracownika biura IECenter i rozwieziona bezpośrednio do domów w Outer Banks. Mieszkałem w 6 osobowym domu wraz z innymi studentami wyjeżdżającymi z IECenter. Na standard miejsca zamieszkania absolutnie nie mogę narzekać: po dwie osoby w pokoju, wspólny salon, dwie łazienki, w pełni wyposażona kuchnia, TV, Internet i klimatyzacja. Absolutnie wystarczy do wygodnego życia przez kilkanaście tygodni. Co tydzień odwiedzał nas pośrednik który w imieniu właściciela odbierał czynsz i dokonywał napraw gdy coś się zepsuło.

Outer Banks to typowo turystyczny obszar w którym przez całe wakacje można liczyć na ciepłą (a wręcz upalną) i słoneczną pogodę. Z uwagi na dużą ilość turystów odwiedzających to miejsce w celach wypoczynkowych, infrastruktura jest dobrze rozwinięta - na miejscu jest wszystko czego potrzeba do życia. Najpopularniejszym środkiem transportu wśród studentów jest rower, którym spokojnie można się przemieszczać w promieniu kilku mil od domu.

 

Pracowałem w Sunsations – sklepie z pamiątkami, ciuchami i sprzętem plażowym. Atmosfera oraz relacje między pracownikami były rewelacyjne. Samej pracy absolutnie nie mogę nazwać ani skomplikowaną, ani wyczerpującą, a interakcje z klientami są świetnym doświadczeniem kulturowo-poznawczym dla obu stron. Co ciekawe gdy zacząłem poszukiwania drugiej pracy, dostałem ją od ręki w trzecim lokalu do którego wszedłem. Łączenie dwóch prac i dogadanie się z kierownictwem odnośnie grafiku nie stanowiło żadnego problemu. Świetne było to, że w jednym miejscu zatrudnieni byli głównie studenci z Europy, a w drugim – niemal sami Amerykanie. To pozwalało na zdobycie wielu ciekawych znajomości.

 

Po zakończeniu kontraktu przyszedł czas na podróżowanie: na przestrzeni dwóch tygodni odwiedziłem Charleston w Karolinie Południowej, odbyłem rejs do Nassau i Half Moon Cay na Bahamach, byłem w Waszyngtonie, Filadelfii i nad Wodospadem Niagara oraz w Palo Alto i San Francisco w Kalifornii. Na koniec wróciłem do Nowego Jorku, którego zwiedzanie pokrzyżowała mi pogoda. Niewątpliwie nadrobię to w najbliższe wakacje, bo znowu wybieram się na Work and Travel z IECenter, tym razem na pogranicze Nevady i Californii.

 

Chcesz dowiedzieć się więcej o ofercie opisanej na blogu?

Sprawdź jej opis tutaj.

 

 

Please reload

Wyróżnione posty

Poznaj 7 powodów, dla których warto wyjechać do Azji na Work and Travel

February 20, 2020

1/10
Please reload

Ostatnie posty

January 31, 2020

Please reload

Archiwum