Przekonajcie się sami!

December 28, 2017

Grudzień 2016 roku – niczego nieświadomy ja w znany powszechnie sposób marnuje czas, czyli przewijam Facebook’a. I tak właśnie trafiam na propozycję wzięcia udziału w wydarzeniu:

I to wszystko czego było mi potrzeba.

Ta krótka prezentacja, wystarczyła mi do podjęcia decyzji. Od tamtego wieczora nie mogłem już przestać myśleć o tym, że wakacje chcę spędzić w USA! Teraz wystarczyło już tylko zaaplikować na program i tak się stało jeszcze tego samego miesiąca.

 

Ale dokąd pojechać? Stany są ogromne!

Pytanie to z początku bardzo zaprzątało moje myśli. Wystarczyło jednak, że usłyszałem, że jedna z ofert znajduje się nad niesamowicie czystym jeziorem otoczonym górami i już wiedziałem gdzie chcę jechać. Dodatkowo po szybkim wyszukaniu Lake Tahoe w Google, gdy taki widok stanął przed moimi oczami:

 wiedziałem już na 100%, że muszę zobaczyć to miejsce.

 

Czas na formalności.

Od rozpoczęcia procedury aplikacyjnej do samego wyjazdu musieliśmy przejść przez sporą ilość dokumentów do uzupełnienia. Jednak zadanie to nie było karkołomne, a pracownicy IECenter pomagali nam na każdym kroku, cierpliwie odpowiadając na wszystkie nasze pytania.

Następnie czekała nas rozmowa kwalifikacyjna, która dla wielu była bardzo stresującym przeżyciem. Osobiście bardzo nie mogłem doczekać się tego etapu, wiedząc, że to duży krok, który zadecyduje o moim przyjęciu do danej lokalizacji bądź nie. Postanowiłem więc zastąpić stres ekscytacją i pamiętam dokładnie jak czekając na spotkanie pracodawców, czułem się jak po kilku solidnych porcjach kofeiny. Tak bardzo chciałem już odbyć tę rozmowę!

 

No dobra, ale na czym ta rozmowa z pracodawcą polegała?

Aplikowałem na pozycję Beverage Server (dosł. Podawacz napoi) do kasyna Harrah’s & Harveys. Jednak w trakcie samej rozmowy okazało się, że oni nie za bardzo widzą mnie na tym stanowisku, z uwagi na mój brak doświadczenia. Na szczęście nie było to większym problemem, ponieważ zaproponowali mi pozycję ochroniarza w ich kasynie. Oczywiście – zgodziłem się!

Warto tutaj zaznaczyć, że to co IECenter podpowiada w takich sytuacjach, tj. zaznaczenie swojej elastyczności przed pracodawcą ma bardzo duże znaczenie.
Co gdybym upierał się, że chce pracować jako Beverage Server? Z całą pewnością, nie dostałbym pracy w miejscu, o którym marzyłem. A tak, skorzystałem z tego co mi zaoferowano i zdecydowanie nie żałuję.

 

I co dalej? Co z uczelnią?

Od rozmowy z pracodawcą do samego wyjazdu to już praktycznie bieg z górki z postojem na rozmowę wizową w Warszawie. W międzyczasie pozostało tylko zaliczyć wcześniej sesję, do czego przygotowania rozpocząłem od razu po sesji zimowej – poprzez zwyczajne rozmowy z wykładowcami. Na mojej uczelni (WI ZUT) obyło się bez problemów. Większość wykładowców wręcz z aprobatą podeszło do mojej nadchodzącej przygody i nie mieli najmniejszych zamiarów utrudniać mi wyjazdu. Następnie wystarczyło już tylko złożyć oficjalne podanie u dziekana i ustalić dokładne terminy oraz warunki zaliczeń.

 

Witaj Ameryko!

W Stanach byliśmy łącznie przez 4 miesiące, z czego 3,5 miesiąca spędziliśmy nad malowniczym jeziorem Tahoe. Jedną z ciekawszych rzeczy w naszym pobycie był fakt, że mieszkaliśmy w Kaliforni (South Lake Tahoe), a pracowaliśmy w Newadzie (Stateline). Miejscowości te znajdują się przy granicy stanów, przez co każdego ranka spacerem musieliśmy przekroczyć stanowe linie udając się do pracy.

 

Nasz dom w Tahoe, miejsce pracy i granicę stanów możecie zobaczyć poniżej:

A to samo South Shore Inn z zewnątrz:

 

Droga z San Francisco do Tahoe trwała około 6h, chociaż trasę tę da się zrobić w 3,5. Jednak z uwagi na brak Internetu mobilnego i to, że nie pomyśleliśmy zawczasu o ściągnięciu map Google – droga nam się wydłużyła. Nie był to jednak żaden problem, przyjemnie się jechało i podziwiało całkowicie nowe dla mnie krajobrazy Ameryki.

 

Czas na pracę!

Pracowałem zazwyczaj po 8h, 5 dni w tygodniu na pozycji ochroniarza w kasynie Harrah’s and Harveys. Przypadła mi dzienna zmiana, co oznacza, że zaczynałem o godzinie 9 i kończyłem o 17. W departamencie ochrony było jeszcze dwóch Polaków – po jednym na każdą ze zmian. Maciek pracował na swingu czyli od 17 do 1 w nocy, a Michał na grave yardzie czyli od 3 w nocy do 11 rano (pracował od 3, zamiast od 1 z uwagi na jeden z warunków programu).

Wszystko zaczęło się od dwudniowego orientation, czyli ogólnego szkolenia dla nowych pracowników. Następnie jako ochroniarz musiałem przejść dwutygodniowe szkolenie pod okiem jednego z ochroniarzy-trenerów, które zakończone było testem teoretycznym na komputerze.

 Zdjęcie z moim trenerem Carlem (po środku) oraz Paulem.

 

Moje obowiązki w pracy określiłbym jako łatwe. Większość czasu jako ochroniarz na dziennej zmianie robiłem po prostu za chodzący punkt informacyjny – głównie pokazując klientom gdzie jest toaleta ;) czy dana restauracja. Poza tym najczęściej wykonywanym zadaniem było eskortowanie pieniędzy lub żetonów w drodze z kas do stołów i na odwrót.

Jedną z rzeczy, które bardzo doceniłem w USA to to, że różnica wieku traci na znaczeniu. Mówiłem do kolegów ze zmiany na Ty, niezależnie czy mieli 35, 50 czy 70 lat.

To samo się tyczyło moich przełożonych, co według mnie bardzo pomagało  w komunikacji. Czułem mniejsze obawy chcąc się spytać o coś szefa, kiedy mogłem zwrócić się do niego zwyczajnie po imieniu.

Zdjęcie z moimi przełożonymi: od lewej Bob – główny szef zmiany oraz Joe – sierżant.

 

Jako pracownik dziennej zmiany miałem najwięcej okazji do wyrabiania nadgodzin (które były płatne 150%), miało to głównie miejsce na koncertach. Dzięki temu miałem mogłem za darmo w nich uczestniczyć, a tego lata wystąpiły tam takie zespoły jak m.in. The Who, Train czy Lenny Kravitz.

Nieco więcej o swojej pracy opowiadam w jednym ze swoich vlogów, które kręciłem podczas pobytu w USA, możecie go zobaczyć tutaj:

(o samej pracy zaczynam mówić od 7:10).

 

 

 

Ta lokalizacja jest szczególnie świetnym wyborem dla wszystkich, którzy lubią aktywności na zewnątrz. Tahoe to najczystsze jezioro jakie w swoim życiu widziałem, a w dodatku otoczone jest majestatycznymi górami. Można tam więc uprawiać takie sporty jak wakeboarding, paddleboarding, czy parasailing, można również wraz ze znajomymi wynająć łódkę lub skutery wodne.

 

A gdyby jakimś cudem samo jezioro was znudziło – do eksploracji nadal pozostają okalające je góry. My niestety nie zdobyliśmy wielu szczytów w to lato, jednak udało się z górą Tallac. Powiedziano nam, że oferuje ona najlepszy w okolicy widok na wschód słońca. Nie wiem czy jest najlepszy, ale z całą pewnością był niesamowity!

 

Oprócz samej natury w okolicy można również znaleźć inne atrakcje.  Jest kino, kręgle, można polatać helikopterem, a w kasynach oprócz restauracji jest również SPA, kluby nocne czy arkady. A to tylko kilka przykładów. Poza tym nic nie stoi na przeszkodzie żeby wypożyczyć auto i np. wybrać się na wycieczkę do Reno.

 

 

 

Po wspaniałym okresie Work przyszedł czas na Travel. Szczerze powiedziawszy nie czułem wielkiej ekscytacji na myśl o opuszczeniu South Lake Tahoe, tak bardzo pokochałem to jezioro i góry, że czułem jakbym mógł zostać tam już na zawsze. Jednak nastał ten czas, więc spakowaliśmy wszystkie nasze rzeczy i ruszyliśmy w podróż 7-osobową ekipą.

 

Wraz z dziewczyną podróżowaliśmy 10 dni, natomiast pozostała część naszej grupy nadal kontynuowała swoją przygodę. Mimo stosunkowo krótkiego okresu czasu, zdążyliśmy odwiedzić tak ikoniczne miejsca jak m.in. Nowy Jork, San Francisco, Las Vegas czy Los Angeles. Najwięcej czasu jednak poświęciliśmy na parki narodowe. Dolina Śmierci, Yosemite, Wielki Kanion czy Kanion Antylopy to miejsca, które urzekły mnie najbardziej jako wielbiciela natury.

Udało mi się zdobyć jeden z najtrudniejszych szczytów Yosemite czyli Half Dome

 

Miałem okazję na własne oczy zobaczyć Wielki Kanion, o czym marzyłem od dziecka:

 

Czy chociażby zasiąść na tej samej ławce, na której siedział słynny Forest Gump:

 

O całej tej przygodzie mógłbym opowiadać godzinami! Wszystko to co mogliście przeczytać w tym wpisie to zaledwie ułamek historii i wspomnień, które zostaną ze mną już do końca życia.

Jeżeli miałbym to jakoś podsumować jednym zdaniem, byłoby to:

 

Przekonajcie się sami!

I szczerze polecam skorzystać z pomocy IECenter, byście mogli tego dokonać.

 

Więcej zdjęć i historii z naszego pobytu w USA możecie znaleźć na moim Instagramie @makssymilian oraz Marty @grycnerek.

 

A tych, którzy preferują formę wideo zapraszam na mój kanał na YT. Znajdziecie na nim filmy, w których opowiadam i pokazuję jak wyglądało moje doświadczenie nad pięknym jeziorem Tahoe:

 

Na koniec dodam jeszcze tylko, że tak bardzo pokochałem Tahoe, że zrobiłem sobie pamiątkę:

 

Chcesz dowiedzieć się więcej o ofercie opisanej na blogu?

Sprawdź jej opis tutaj.

Please reload

Wyróżnione posty

Poznaj 7 powodów, dla których warto wyjechać do Azji na Work and Travel

February 20, 2020

1/10
Please reload

Ostatnie posty

January 31, 2020

Please reload

Archiwum