A gdyby tak rzucić wszystko i polecieć do Stanów?

January 5, 2018

A gdyby tak rzucić wszystko i polecieć do Stanów?

 

Na początek zagadka:

Co się stanie, jeśli posłuchasz swojej cudownej przyjaciółki, porzucisz pracę i wyczyścisz konto bankowe do zera? Nie wiem, czy to zawsze tak działa, ale w moim przypadku poskutkowało to niezapomnianą czteromiesięczną przygodą na drugim końcu świata.

 

Decyzję o wyjeździe na Work&Travel podjęłam zupełnie spontanicznie, ostatniego dnia, kiedy możliwe było aplikowanie. Wybór biura IECenter był oczywisty, rok wcześniej z ich usług skorzystała moja przyjaciółka, która na wyjazd mnie namówiła. Następnego dnia wsiadłam w pociąg do Szczecina, gdzie odbywały się rozmowy kwalifikacyjne z pracodawcami, ale nie dowierzałam w to, co się dzieje. 3 miesiące później, w towarzystwie czwórki przyjaciół, wysiadłam z samolotu w San Francisco i wiedziałam jedno – to będą wakacje życia. W tamtym momencie nie mogłam się jednak spodziewać, że ‘wakacje życia’ to tylko niedopowiedzenie.

Miejscem, do którego się wybraliśmy, było South Lake Tahoe w Kalifornii. I nikt nie żałował. Każde słowo, które słyszałam o Tahoe potwierdziło się w stu procentach. Jest po prostu zjawiskowo. Jezioro, plaże, ośnieżone szczyty gór w tle – brzmi jak bajka i jest jak z bajki. I nie można się tam nudzić – wolne dni można spędzić właśnie na plażach, uprawiając sporty wodne, świetnym pomysłem jest również wycieczka dookoła jeziora oraz, pozycja obowiązkowa, jeśli jest się w South Lake Tahoe – wędrowanie po górach.

 

Wolne wieczory natomiast często spędzaliśmy w kasynach, w których pracowaliśmy, odwiedzając znajdujące się w nich restauracje, kluby, czy po prostu grając. W miasteczku znajduje się również kino, escape room czy kręgielnia, więc nuda najzwyczajniej w świecie nikomu nie grozi.

Parokrotnie zdarzyło się, że większą grupą udało nam się dopasować nasze dni wolne i z tej okazji zorganizowaliśmy wyjazd do parku rozrywki Six Flags w Vallejo (miłośnicy rollercoasterów – będziecie w niebie), odwiedziliśmy San Francisco (wycieczkę do Alcatraz rekomenduję absolutnie każdemu) czy też Yosemite National Park.

 

Moim pracodawcą był Hard Rock Hotel&Casino, gdzie pracowałam w restauracji jako food runner. Zgodnie z moją prośbą pracowałam zawsze na porannej zmianie, 8:00-16:00, byłam planowana w grafiku na 4-5 dni w tygodniu. Zdecydowałam się również na podjęcie drugiej pracy, w kasynie Harrah’s& Harvey’s i tam w jednej z restauracji otrzymałam pozycję food server. W tym przypadku pracowałam na zmianie popołudniowej, zazwyczaj cztery dni w tygodniu. Obydwie pozycje, które zajmowałam,  mogę bardzo polecić, ponieważ wiążą się one z otrzymywaniem napiwków, a w Stanach są one niemałe. Podróż po zakończeniu pracy udało mi się sfinansować w całości właśnie z otrzymywanych i dzielnie odkładanych napiwków. Dodatkowo byłam w stanie pogodzić obydwa grafiki bez najmniejszego problemu i zawsze w tygodniu miałam minimum dwa pełne dni wolne.

 

 

Najważniejszym jednak czynnikiem, który sprawił, że wspomnienia z Tahoe są dla mnie tak niesamowite, są ludzie. Mam na myśli zarówno uczestników W&T, z którymi spędzałam mnóstwo czasu i z którymi kontakt trwa nieprzerwanie, jak i Amerykanów, których w ciągu tego lata poznałam. Moi amerykańscy współpracownicy okazali się być niezwykle przyjaźni i pomocni oraz sprawili, że biegłam do pracy jak na skrzydłach. Byli niesamowicie ciekawi krajów, z których pochodziliśmy, zadawali mnóstwo pytań o Europę, co było dla mnie bardzo miłe. W czasie wolnym zabierali nas w miejsca, które ich zdaniem musieliśmy zobaczyć, zapraszali nas na przeróżne imprezy, hiking, a ostatniego dnia mojego pobytu w Tahoe zorganizowali również pożegnalną kolację. Regularnie sprawdzamy, co słychać u siebie nawzajem, więc i te znajomości przetrwały i mają się dobrze.

 

 

Kiedy po zakończeniu pracy zaczynała się moja trzytygodniowa podróż, nie chciałam wyjeżdżać. Ani trochę. I niech to będzie najlepszym świadectwem na to, że Tahoe było rajem. Ale kiedy już dotarliśmy do naszego pierwszego przystanku, Santa Cruz, ponownie pojawił się entuzjazm i oczekiwanie na wszystkie miejsca, które mieliśmy odwiedzić. W ciągu kolejnych tygodni zawitaliśmy kolejno do Los Angeles, San Diego, Las Vegas, wybraliśmy się do Zion National Park, Wielkiego Kanionu, Kanionu Antylopy oraz Horseshoe Bend, a następnie polecieliśmy do Nowego Jorku. Miasta, które udało mi się zobaczyć, wywarły na mnie ogromne wrażenie, ale nie zmienia to faktu, że to parki narodowe i kaniony do dziś śnią mi się po nocach.

Stany zrobiły na mnie kolosalne wrażenie i nie wyobrażam sobie nie odwiedzić ich ponownie. I ponownie. Ameryka uzależnia.

 

Chcesz dowiedzieć się więcej o ofercie opisanej na blogu?

Sprawdź jej opis tutaj.

Please reload

Wyróżnione posty

Poznaj 7 powodów, dla których warto wyjechać do Azji na Work and Travel

February 20, 2020

1/10
Please reload

Ostatnie posty

January 31, 2020

Please reload

Archiwum