Nie zawsze Work taki straszny!!!

Większość uczestników programu Work&Travel ciężko pracuje trzy/cztery miesiące. Zapominają, że przyjechali do Stanów Zjednoczonych, żeby przeżyć niesamowitą przygodę!!!

Nastawiają się tylko na dwa/trzy tygodnie zwiedzania, odwiedzenia miejsc o których tak marzyli i wydania zarobionych pieniędzy. Ze mną było zupełnie inaczej i chce się bardziej skupić na moim Worku. Od wyboru miejsca pracy zależy jak spędzicie większość swojego pobytu w Stanach! Czy będziecie oblewać się olejem i codziennie prać przesiąknięte zapachem ryby ubrania, czy będziecie surfować w przerwie obiadowej.

Oczywiście ja wybrałem drugą opcję. Chociaż przed wyjazdem nie wiedziałem w co się pakuję, jechałem sam i to był najlepszy wybór!!! Nie macie z kim jechać – to dobrze nie będziecie mieli ograniczającej Was osoby tylko będziecie się realizować. Przejdźmy do rzeczy, moją pierwszą pracą, zapewnioną przez IECenter była praca w sklepie Kitty Hawk Kites (nigdy wcześniej nie pracowałem w sklepie nawet w Polsce). Przychodzę przestraszony w pierwszy dzień do sklepu w Duck, oczywiście myślałem że będę miał długie szkolenie jak obsługiwać kasę, jak rozmawiać z klientami. Było inaczej, w pierwszy dzień obsługiwałem kasę, pomagałem klientom i mój łamany angielski musiał mi wystarczyć, żeby przeżyć w nowych warunkach. Okazało się, że była to najlepsza decyzja, angielski progresował bardzo szybko, szybko dostawałem nowe zadania, czy to chodzenie do banku, czy otrzymanie pozycji key holdera. Przez ostatni miesiąc samemu otwierałem i zamykałem sklep, co było nie lada wyzwaniem, ale o to chodzi!!! Pojechałem do Stanów przełamywać swoje bariery i poznawać nowe rzeczy, a nie kroić marchewki w kuchni. Nie mogę zapomnieć o atrakcjach organizowanych przez pracodawcę. Trzy razy mieliśmy grilla pracowniczego, prawdziwe Amerykańskie BBQ party, czy lot paralotnią 600m w chmurach. To ostatnie istne szaleństwo, jesteś podpięty do samolotu, lecisz pięć minut za samolotem potem twój instruktor odpina linę i zaczynacie LECIEĆ, możesz też samemu sterować paralotnią.

Chciałem jeszcze skoczyć na spadochronie, lecz zostawiłem to już na następne wakacje, w końcu nie można wszystkiego zrobić naraz.

Jak pewnie wiecie możecie sobie znaleźć drugą(dodatkową pracę) i dorobić kilka $. Ja długo nie myślałem, gdzie można iść do pracy. Będąc w jednym z najlepszych miejsc do surfowania na wschodnim wybrzeżu. Wybrałem oczywiście – lokalny sklep SURFINGOWY. Praca tam była niesamowitą przygodą. Często się zdarzało, że w przerwie obiadowej braliśmy z zaplecza deski surfingowe i jechaliśmy rowerami na plaże załapać kilka fal. Po przerwie zawsze wypadało obejrzeć na komputerze zawody surfingowe i obstawić swoje typy kto dziś wygra. Raz na jakiś czas trzeba było pracować, tylko nie ciężko. Pamiętam jak raz jeden z pracowników powiedział „What are you doing? You work in surfing store, just chill you can do this later bro. Let's go inside it's too hot for working outside”. Już wiedziałem że nie chce pracować nigdzie indziej :)

Ludzie w USA są niezwykle mili i skłonni do pomocy. Najlepszym sposobem na poznanie kultury i ich sposobu bycia jest waśnie zadawanie się z Amerykanami. Ja miałem to szczęście, że poznałem niesamowitych ludzi, których na pewno nigdy nie zapomnę i zawsze w Karolinie Północnej będę miał gdzie zatrzymać się na kilka dni. Z moim szefem ze sklepu, mimo różnicy wieku 30 lat dogadywałem się jak z rówieśnikiem. Opowiedział mi z każdej strony o Ameryce, o której nie dowiecie się z książek, z internetu czy z filmu. O to właśnie moim zdaniem chodzi w tego typu programach, żeby być otwartym na poznawanie, a nie nastawiać się tylko na zarabianie pieniędzy. Nie będę ukrywał, że w swojej pierwszej pracy zarobiłem 2/3 tysiące $ mniej niż znajomi z restauracji, ale po 4 miesiącach mogę powiedzieć, że było warto!!!.

Jak w każdym blogu o programie Work&Travel nie może zabraknąć wrażeń z mojej podróży. Zaczęła się pod koniec września, wybór dla mnie nie był trudny. Trzeba atakować wymarzoną KALIFORNIE. Po stresie związanym z dojazdem na lotnisko w Baltimore, mieliśmy być dwie godziny przed odlotem samolotu. Byliśmy jak już odlatywał, ale głupi ma zawsze szczęście i udało się zameldować na pokładzie samolotu do LAS VEGAS :) . Do miasta grzechu dolecieliśmy o 10 w nocy, plan był prosty, pójść spać, żeby rano być wyspany na całodzienne zwiedzanie. Plan się oczywiście zmienił i w Las Vegas poszliśmy spać rano i wstaliśmy też rano :) Jak już zdobywasz miejsca do których tak bardzo chciałeś pojechać zapominasz o zmęczeniu i dobrze wiesz, że wyśpisz się w Polsce. Po dwóch dniach w Vegas i po wypożyczeniu samochodu uderzyliśmy na Wielki Kanion, przez wielu uważany za największy cud świata. Nie będę ukrywał, że było wielkie WOW, lecz na mnie większe wrażenie zrobił sam dojazd przez pustkowia Arizony, Nevady. Poczucie wolności, że jesteś na drugim końcu świata, wydajesz zarobione $ i nic nie jest w stanie ciebie zatrzymać. Po trzech dniach przyszedł czas na najbogatszy oraz trzeci co do wielkości stan Stanów Zjednoczonych, najlepsze miejsce na świecie, mowa oczywiście o KALIFORNII. Na naszym celowniku znalazły się najpopularniejsze miasta – San Diego, Los Angeles, San Francisco. Każde z nich ma w sobie coś niesamowitego i trzeba samemu pojechać, żeby przeżyć to na własnej skórze. Nasze podboje zaczęliśmy od San Diego położonego przy samej granicy z Meksykiem. Jedno z najbardziej popularnych surfingowych destynacji od razu przypomina tobie, że masz się wyluzować. Obowiązkowym punktem oczywiście jest plaża, my wybraliśmy Mission Beach, ale wybór nie był łatwy :).

W Los Angeles mieliśmy zdecydowanie za mało czasu, bo tylko dwa dni. Bez dłuższego zastanawiania wybraliśmy najbardziej popularne przez turystów miejsca – Santa Monica, Venice Beach, Hollywood Boulevard, Griffith Observatory. Na San Francisco zostawiliśmy sobie jeszcze mniej czasu, bo tylko jeden dzień. Postanowiłem wtedy odłączyć się od grupy, zwiedzać miasto na własną rękę i poczuć niesamowity klimat krętych, nachylonych prawie o 45 stopni uliczek. Przed samym wylotem do Polski przyszedł czas na Nowy Jork. Myślę, że ludzie dzielą się na tych, którzy uwielbiają zatłoczone, pełne turystów Wielkie Jabłko i tych którzy kochają plażowy klimat Zachodniego Wybrzeża i Los Angeles. Ja jestem zdecydowanie drugim typem ludzi :).

Program Work&Travel był dla mnie niesamowitą przygodą i wiem, że jeszcze nie raz będę wracał na wakacje do Stanów. Zdecydowanie w tym roku miałem najlepsze wakacje w życiu i doświadczenie, które otworzyło mi oczy na świat. Kiedy jedziesz samemu w miejsce w którym nigdy nie byłeś, musisz stawić czoła nowym wyzwaniom. Jeżeli z czasem przełamujesz swoje słabości, zdobywasz nowe doświadczenie to dostajesz niesamowitej energii do działania. Po czterech miesiącach mogę powiedzieć, że się całkowicie zmieniłem i naprawdę było WARTO!!!

Chcesz dowiedzieć się więcej o ofercie opisanej na blogu?

Sprawdź jej opis tutaj.

Wyróżnione posty
Ostatnie posty
Archiwum
Wyszukaj wg tagów
Podążaj za nami
  • Facebook Basic Square
  • Twitter Basic Square
  • Google+ Basic Square
  • Facebook - Black Circle
  • Twitter - Black Circle
  • YouTube - Black Circle
  • Instagram - Black Circle

ZNAJDŹ NAS

IECenter Poland:

International Experience Center

al. Bohaterów Warszawy 55

71-070 Szczecin

Poland

Tel: +48 668 006 066

Tel: +48 22 300 53 14

e-mail: biuro@iecenter.pl

IECenter USA:

International Experience Center

9128 Strada Place Suite 10115

Naples, FL 34108

USA

Copyright  © 2007 IECenter