A teraz wyjątkowo na poważnie – 23 dni podróżowania po Stanach to było spełnienie marzeń.

October 23, 2018

Z polskiego miałem tróję, a ostatni tekst dłuższy niż email pisałem, kiedy pewna Kolumbijka wołała „Łaka łaka” i wszyscy zastanawiali się gdzie jest krzyż. Mimo to zostałem postawiony przed zadaniem opowiedzenia wam w dość prostych słowach jak to jest za Wielką Wodą. W Stanach byłem dwa razy, a jak dobrze pójdzie to będę też i trzeci, ale trochę to zależy od tego, czy ten tekst się wam spodoba – więc do brzegu.

A konkretnie do wschodniego brzegu Ameryki, gdzie wylądowałem za pierwszym razem i regionu znanego jako Outer Banks (OBX) - ciągu kilkudziesięciu wysp (albo kilkuset – zależy od pogody), które chronią wybrzeże Karoliny Północnej. Cel wypraw urlopowych tysięcy Amerykanów, którzy wiozą miliony $$$ żeby zostawić je w okolicznych biznesach. Aby im to ułatwić, firma KHK – Kitty Hawk Kites, ściągnęła z odległej Europy i Azji prawie trzydzieścioro studentów. W tym moją skromną osobę.

Na miejscu zaprezentowano nam tajemne techniki stawiania babek z piasku, puszczania latawców czy latania na lotni. Miało to więcej sensu niż na początku mogło się wydawać, bo studenci, którzy sami doskonale się bawili bijąc rekord długości lotu na lotni albo podskakując na 2 metry puszczając olbrzymie latawce, później z błyskiem w oku opowiadali swoje przeżycia klientom zachęcając ich do spróbowania tego samego. W myśl tej zasady mogliśmy za darmo korzystać z kajaków, paddleboardów, czy desek surfingowych, a na rzeczy takie jak skutery wodne mieliśmy spore zniżki.

Sama praca była naprawdę ciekawa, bo potomkowie Johna Smitha i Pocahontas to bardzo otwarty i ciekawski naród. Nie przegapili żadnej okazji by spytać skąd wziął się nasz akcent albo dlaczego zdecydowaliśmy się na tak daleki wyjazd. W połączeniu z międzynarodową obsadą sklepu, w której każdy miał inne doświadczenia, sprawiło to, że jakiekolwiek obawy przed używaniem angielskiego typu: „bo przecież ja się wstydzę; ja nie umiem; wszyscy się będą śmiali” zniknęły po 2-3 dniach. Anglojęzyczni współpracownicy chętnie podpowiadali brakujące słówka, a managerowie nie bali się dawać nowych osób na bardziej odpowiedzialne stanowiska już po tygodniu pracy.

Skoro w pracy luz, to zabraliśmy się za zwiedzanie okolicy – pomnika Braci Wright, którzy odbyli tu pierwszy lot w historii ludzkości, pięknych szerokich plaż z drobnym piaskiem, czy latarni w Hatteras: 2 najwyższej murowanej latarni na świecie. Chociaż jeżeli o to chodzi - to nie ma po co tu jechać. Najwyższa jest w naszym polskim Świnoujściu :-) 
Bez większego problemu udało się wyskoczyć na 2 dni do Waszyngtonu, a po drodze trzeba też zaliczyć wizytę w Walmarcie, w którym dostaniemy absolutnie wszystko: dżinsy, kiełki, wiatrówki, a nawet Pierogies.

 Po miesięcznym cyklu: pić, jeść, spać jak Tama... , impreza; dokonałem szybkich obliczeń, z których wyszło, że jeżeli po zakończeniu pracy w OBX chcę zobaczyć coś więcej niż strefę wolnocłową na lotnisku w Nowym Jorku to będę musiał znaleźć drugą pracę albo sprzedać nerkę. Jako, że lubię swoje nerki, wsiadłem na niezawodny środek transportu wszystkich studentów w OBX – rower – i objechałem wszystkie możliwe miejsca pracy w okolicy.
Miesiąc „busserowania” w chińskiej knajpie wspominam średnio, ale z załogą z kafejki, gdzie na kuchni pracowałem kolejne 8 tygodni do dzisiaj jestem w kontakcie (busser to taka osoba pomiędzy kelnerem a osobą witającą gości w drzwiach – dolewa napojów, sprząta stoliki, przygotowuje zastawę). „Work” na 2 zmiany może i było trochę męczące, ale pozwoliło na bardzo wygodny „travel” bez ciągłego sprawdzania ile zostało w portfelu.

A teraz wyjątkowo na poważnie – 23 dni podróżowania po Stanach to było spełnienie marzeń. Kropka.
Ten kraj jest niesamowity i mimo, że na początku z tego się śmiałem, to zupełnie nie dziwię się, że Amerykanie nie wyjeżdżają zwiedzać świata. Po prostu wszystko mają na własnym podwórku. Równiny po horyzont? Są. Pustynie? Są. Plaże z palmami? Owszem. Góry, gdzie przez kilka dni można nie spotkać człowieka? Przychodzą w pakiecie z misiami grizzly, kozicami i sekwojami sięgającymi nieba. Można by o tym naprawdę długo pisać, ale jako, że jeden obraz mówi więcej niż 1000 słów:

Jedynym minusem dla studentów są duże odległości – radzę dobrze zaplanować objazdówkę, bo wszystkiego nie ma szans zobaczyć, a zwiedzanie po 10h w samochodzie w pozycji embrionalnej nie należy do najprzyjemniejszych. Na szczęście łatwo dobrać się w 4-5 osobowe grupy razem z innymi studentami i wypożyczyć minivana. Wtedy możemy podróżować i tanio i wygodnie. Inaczej może się to skończyć tak:

 Każdemu, kto dotrwał do tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować i życzyć, żeby wasze wakacje były przynajmniej tak dobre jak moje. Wtedy będę pewien, że na jednym wyjeździe się nie skończy.

Please reload

Wyróżnione posty

Poznaj 7 powodów, dla których warto wyjechać do Azji na Work and Travel

February 20, 2020

1/10
Please reload

Ostatnie posty

January 31, 2020

Please reload

Archiwum