O tym, czy warto było szaleć tak...

December 3, 2018

Gdy  byłam małą dziewczynką marzyłam o wyjeździe do Stanów. Według moich planów miałam pracować w FBI, a w trakcie pracy jeść słynne pączki z dziurką. Jak widać, nie wyszło ...  może i dobrze? Zamiast mieszkać nad cudownym Pacyfikiem, mieszkałam 3 miesiące nad malowniczym jeziorem Tahoe. Zamiast pracować w FBI, pracowałam jako busser w restauracji Alpine Union. Do moich obowiązków należało sprzątanie stolików, dolewanie klientom napojów czy pomoc kelnerom. Jeśli chodzi o pączki z dziurką, okazało się, że nie jestem ich wielką fanką, ale za to pokochałam kuchnię meksykańską! Okres przed wyjazdem leciał mi bardzo szybko, nim się obejrzałam nadszedł ten wielki dzień mojej szalonej decyzji, czyli dzień wylotu na koniec świata!

 

Czas pobytu w Tahoe wspominam bardzo dobrze. Mieszkałam w wynajętym pokoju motelowym z cudownymi dziewczynami, które poznałam przed wyjazdem. W czasie wolnym od pracy chodziłyśmy nad jezioro, spotykałyśmy się ze znajomymi, zwiedzałyśmy pobliskie miejscowości oraz miejsca, które stwierdziłyśmy, że są godne naszej uwagi, a było ich całe mnóstwo. Po 3 miesiącach pobytu w Tahoe nadszedł ten niezbyt wyczekiwany przez nas, za to bardzo oczekiwany przez moich przyjaciół z Polski okres podróży. Przyjaciele czekali na fotorelację z mojej wyprawy, bo ile można dostawać zdjęcia jeziora ze mną w tle? Moje odczucia były inne, nie chciałam wyjeżdżać z Tahoe pomimo myśli, że przede mną miesiąc czasu na podbój Ameryki.  

 

Nasz okres travel wyglądał następująco:

1. Park Narodowy Yosemite- niezwykłe widoki, wysokie skaliste zbocza gór, dziesiątki pięknych wodospadów.

 

2. San Francisco- kolorowe budynki, które przypominają domki dla lalek Barbie. Widziany zawsze na filmach Golden Gate. Zdjęcia ze słynnym mostem w tle z każdej perspektywy.

 

3. Highway 1- droga wzdłuż Pacyfiku, bajeczne widoki. Nasza podróż tą trasą trwała znacznie dłużej niż podpowiadał nam GPS, ponieważ co chwila wysiadałyśmy z auta na szybkie zdjęcia lub po prostu na podziwianie tego co mamy przed oczami. A zachód słońca nad Pacyfikiem? Ahh to wisienka na torcie tej podróży.

4. Santa Barbara, Malibu, Santa Monica- kawusia, croissant na śniadanko na plaży w Santa Barbara? Czemu nie! Obiadek w Malibu na molo w restauracji z widokiem na surfujących panów? Nooo baaaa! Kolejny zachód słońca nad Pacyfikiem na jednej z plaż w Santa Monica? Nie ma problemu!

 

5. San Diego- słoneczne, gorące kalifornijskie miasto. Piękne, szerokie plaże. Nasza pierwsza kąpiel w oceanie, bo jak nie teraz, to kiedy?

6. Los Angeles- szalone Venice Beach, mogłabym tam spędzać całe dnie. Hollywood Sign, na filmach wydawał mi się jakiś większy. Na pytanie, czy warto jechać zobaczyć Hollywood Boulvard? Słyszeliśmy odpowiedź: nie warto! Pojechaliśmy, zobaczyliśmy ... nie warto. Nie obyło się bez przejażdżki po Beverly Hills czy instagramowej sesji przy słynnej różowej ścianie. Relaks na plaży i szaleństwo wśród ogromnych fal oceanu uzmysłowił mi, że Miasto Aniołów trzeba zobaczyć.

7. Dolina Śmierci- temperatury sięgające 50 stopni Celsjusza, odczuwalne zmęczenie podróżą, babskie obawy: A co, jeśli rozładuje nam się akumulator? A co, jeśli przegrzeje nam się silnik? Usmażymy się jak kiełbaski na grillu... zginiemy. Jednak wszystko poszło po naszej myśli, a nasze obawy zostały szybko rozwiane, gdy zobaczyłyśmy te piękne pustynne widoki.

 

8. Las Vegas- kasyna, nocne szaleństwo, wygrane miliony ...  więcej nie pamiętam.

9. Wielki Kanion, Kanion Antylopy- cały krajobraz wygląda jak jedna wielka fototapeta, trzeba to zobaczyć. Widoki są nie do opisania, a zdjęcia nie oddają tego w zupełności.

10. Chicago- kierunek mało popularny wśród studentów biorących udział w programie. I tu błąd, ponieważ miasto jak najbardziej jest warte odwiedzenia. Jest czyste i dużo spokojniejsze niż uwielbiany przez wszystkich Nowy Jork. Widok miasta ze słynnego Skydeck’a zapiera dech w piersiach.

11. Waszyngton- na szczęście, w ostatniej chwili Donald Trump odmówił nam spotkania, więc pozostało nam zwiedzanie miasta w deszczową pogodę ... ale Biały Dom był, Kapitol był, pranie zostało zrobione.

12. Filadelfia- przez chwilę mogłyśmy się poczuć jak Rocky Balboa, wdrapać się po schodach słynnego Muzeum Sztuki i podziwiać widok na miasto.

 

13. Nowy Jork- ostatni przystanek przed powrotem do rzeczywistości. Miasto pełne przeróżnych ludzi, miejsc, budynków.  Jadąc tam, chciałam poczuć się jak Carrie Bradshaw z „Sexu w wielkim mieście”, niestety, nie wyszło. Po trzech tygodniach podróżowania mój stan konta powiedział: U Carrie możesz co najwyżej sprzątać mieszkanie! Zmęczona po podróży, troszkę większa po amerykańskim jedzeniu, ale za to bogata w doświadczenia zakończyłam podróż mojego życia mając w głowie plan na kolejną!

Podsumowując, uważam, że decyzja o wyjeździe była najbardziej szaloną, a jednocześnie najlepszą rzeczą jaką zrobiłam w życiu. Co prawda, nie wzięłam ślubu w Vegas, nie wygrałam milionów w kasynie, a dolary nie spadały z nieba, ale to nie zmienia faktu, że przeżyłam swój własny American Dream.

Pozdrawiam i mocno ściskam wszystkich uczestników Work&Travel mieszkających w Tahoe! ;*

Please reload

Wyróżnione posty

Poznaj 7 powodów, dla których warto wyjechać do Azji na Work and Travel

February 20, 2020

1/10
Please reload

Ostatnie posty

January 31, 2020

Please reload

Archiwum