California Dreamin'

January 14, 2019

Wyjazd na program Work & Travel do Lake Tahoe był jedną z lepszych decyzji jakie podjąłem w życiu. Zacznę od tego, w jakich okolicznościach zapisałem się na program. Była końcówka stycznia, więc mroźno i szaro na dworze. Czekałem zmarznięty na pociąg z Wrocławia do Kalisza. Zadzwonił do mnie telefon z Biura IECenter i miła koleżanka Karolina przypomniała mi, że dzisiaj jest ostatni dzień zapisów do Lake Tahoe. Był to mój pierwszy wybór, więc bardzo zależało mi akurat na tej lokalizacji. Mówiąc szczerze, przed tym telefonem byłem wciąż niedecydowany na wyjazd. Dojechałem do mojego rodzinnego miasta i kompletnie wyleciały mi z głowy zapisy. Jakoś po 23:00 ja grom z jasnego nieba przypomniało mi się, że mam niecałą godzinę! Zabrałem się do wypełniania formularza i skończyłem tuż przed północą. Cztery miesiące później byłem już w słonecznej Californi 2000 metrów n.p.m. (ponad 6000 stóp) nad krystalicznie czystym jeziorem otoczony zewsząd lasami i ośnieżonymi górskimi szczytami.

Pracowałem w Hard Rock Hotel & Casino jako Security Officer. Praca była luźna i przyjemna, polegała głównie na rozmowie z klientami kasyna i hotelu, sprawdzaniu dowodów osobistych oraz ewentualne wypraszanie nieletnich, czyli osób poniżej 21 roku życia. Stawka była jedną z wyższych oferowanych przez IECenter. Pewnie się zastanawiacie czy takim stanowisku miałem jakieś niemiłe incydenty.  Powiedzmy, że kilka mało niebezpiecznych, głównie polegających na  rozmowie wyjaśniającej sytuację, którą zawsze przeprowadza manager zmiany. Atmosfera panująca w Hard Rocku jest mega pozytywna, głównie za sprawą ludzi, którzy tam pracują. Wszyscy są uśmiechnięci i skorzy do pomocy, szczególnie docenia się to w pierwszych dniach pracy, gdzie trzeba się wdrożyć, oswoić z nowym językiem i specyfiką pracy i funkcjonowania kasyna.

Wakacje w South Lake Tahoe to w moim wypadku cztery miesiące słońca, bezchmurnego nieba za dnia i podziwianie rozgwieżdżonego nieba nocą. Jazdy na rowerze, plażowania, pływania, górskich wędrówek i wycieczek samochodowych. To również czas domówek, imprez tanecznych, koncertów i poznawania amerykańskiej kultury oraz nawiązywania nowych międzynarodowych znajomości. To pełne obcowanie z naturą i jej podziwianie. Widok niedźwiedzia po pewnym czasie już nie przeraża, a nawet przestaje dziwić. Jestem miłośnikiem przyrody i takich właśnie widoków, więc pobyt w Tahoe był czystą przyjemnością. Cieszyłem się z każdego spędzonego tam dnia.

Kiedy przychodzi czas zakończenia pracy i pożegnania się z Tahoe, wydaję się, że to już koniec sielankowych wakacji... A tak naprawdę, prawdziwa przygoda dopiero się zaczyna!

 

Moja przygoda trwała okrąglutki miesiąc. Zaczęliśmy podróż od różnorodnej Californii. Zwiedziliśmy ją całą wszerz i w dół, z wyjątkiem północnych jej krańców. Odwiedziliśmy Yosemite Valley, Sequoia National Park, Las Vegas, Death Valley, Zion National Park, Grand Canyon, Antylope Canyon, Horshoe Band, Monument Valley, Joshua Tree National Park, cudowne San Diego, LA, Malibu, Big Sur i malowniczą drogą tuż nad oceanem (Highway 1), aż do kolorowego San Francisco, oczywiście jak wjeżdżaliśmy do miasta w tle leciał utwór Scott McKenziego. Wymieniam tylko, bo gdybym miał się rozpisać o tych miejscach, byłby to materiał na krótką książkę podróżniczą. Poza tym nie da się opisać widoków, które tam zobaczyłem. Trzeba je na własne oczy zobaczyć!

 Po Californi przyszedł czas na Hawaje – wyspę Maui. Nigdy nawet nie wyobrażałem sobie, że kiedyś postawię tam nogę. Życie potrafi zaskakiwać i to jak pozytywnie! Po 5 tropikalnych dniach i spania w pod gołym niebem przyszedł czas na pierwszą zmianę temperatury i surowe klimaty wulkanicznego Yellowstone, gdzie trafiliśmy na śnieżycę. Kolejny Przystanek już na wschodnim wybrzeżu, jakże odmienny od ostatniego to Miami i Key West, aligatory, upały i podróże kosmiczne w NASA. Przedostatnim punktem na trasie była stolica – Washington D.C., muzea i wartościowe obiekty historyczne, a na koniec przyszedł czas na wymarzony Nowy Jork i 5 dni śladami filmowymi z samotnym Kevinem na czele! Tak w telegraficznym skrócie.

Na koniec dodam jeszcze tylko, że wybierając się na worka byłem na 5 roku studiów, obroniłem magisterkę tuż przed wyjazdem i pierwszą rzeczą jaką zrobiłem po powrocie do Polski było ponowne zapisanie się na studia. W nadchodzące wakacje z pewnością zobaczycie mnie jeżdżącego rowerem po South Lake Tahoe!

 

 

Please reload

Wyróżnione posty

Poznaj 7 powodów, dla których warto wyjechać do Azji na Work and Travel

February 20, 2020

1/10
Please reload

Ostatnie posty

January 31, 2020

Please reload

Archiwum